poniedziałek, 29 kwietnia 2019

HISTORIA MOJEGO PIERWSZEGO PORODU PRZEZ CESARSKIE CIĘCIE.


7 lutego 2016 roku wieczorem zgłosiłam się na izbę przyjęć, wypełniłam wszystkie dokumenty, przebrałam się w koszulę i przyjęto mnie na oddział położniczy, mąż jeszcze chwile był ze mną, potem pocałował mnie namiętnie, złapał za rękę i powiedział ,,do jutra", trzymałam się jeszcze, jak go widziałam, ale kiedy tylko wyszedł łzy zaczęły się lać po moich policzkach.



Czułam ogromny strach, niepewność, smutek. Za kilka godzin, miałam zostać matką.
Noc była dla mnie bardzo ciężka, na oddziale zmarło dziecko, słyszałam straszny płacz tej matki, która je straciła, lekarze i pielęgniarki biegali ona płakała, ktoś przychodził, słyszałam rozmowy, złość, smutek i płacz.
Podłączona kilka razy do KTG starałam się skupić tylko na biciu serca mojego syna. Zasnęłam.
8 lutego rano wstałam wcześnie, poszłam do łazienki przebrać się w koszulę do porodu. Rano miał przyjechać mąż, moi rodzice....
Jeszcze przed nimi leżałam na porodówce, pielęgniarka podłączyła mi ostatnie KTG, włożyła cewnik, jeszcze chwile mąż był mi przy mnie kiedy leżałam podłączona, starał się rozluźnić mój stres, widział jak bardzo to przeżywam.
Kazano mi przejść na stół operacyjny, usiadłam, schyliłam się trzymając brodę przy kolanach, dostałam zastrzyk w kręgosłup ze znieczuleniem, po kilku sekundach już leżałam, moje nogi i brzuch były ciepłe, a ja już nic nie czułam. Dostałam tlen, przy mnie było kilka pielęgniarek, które monitorowały mój stan, raz tylko usłyszałam ,,spokojnie, proszę oddychać... tracimy ją... proszę dać tlen", kiedy dostałam tlen i oddychałam głęboko nie było źle. Po chwili usłyszałam płacz mojego dziecka, niestety nie dostałam go do swojego ciała, widziałam jak pielęgniarka zabiera go już na badania, a ja patrząc w bok rozpłakałam się, łzy lały się niemiłosiernie, pomyślałam to już ?
Synku....
Leżałam tak jeszcze w szoku przez chwilę, lekarze mnie zszywali, po kilku minutach pielęgniarki, przeniosły mnie na drugie łóżko, moje bezwładne nogi leżały rozkraczone, a ja to widziałam - ich zupełnie nie czułam. Przewieźli mnie do sali, gdzie czekał na mnie już mój syn z mężem.
Pomimo stresu cesarskie cięcie przeszło bardzo szybko, bez jakichkolwiek komplikacji. Widok syna był dla mnie czymś niesamowitym, jeszcze przed chwilą był w moim brzuchu, rozwijał się we mnie 9 miesięcy, a ja dałam nowe życie. Te wszystkie myśli to jakiś strzał.
Dziś mój syn ma 3 lata 2 miesiące. Jestem najszczęśliwszą matką na świecie.

1 komentarz:

  1. Kiedy po raz pierwszy widzisz swoje dziecko, to ta chwila wynagradza wszelki ból i niedogodności podczas porodu. 😊

    OdpowiedzUsuń